T o p i c: >.<
D a t e: poniedziałek, 17 listopada 2008
T i m e: 19:36:24
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 0



brak czasu, studia i takie tam...



T o p i c: stop >.<
D a t e: sobota, 30 sierpnia 2008
T i m e: 11:21:45
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 2



chwilowo (długa chwila) brak weny, wybaczcie



T o p i c: nowy szablon
D a t e: poniedziałek, 9 czerwca 2008
T i m e: 01:03:38
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 3



Nowiutki szablonik, rzecz jasna wykonała go Sasi-chan. Dziękuje kochanie :*
Polska dzisiaj przegrała, Kubica wygrał. Ja czekam na wyniki matur. Za oknem śpiewają pijani panowie ^^"
Nie ma co, wesoło mam tutaj ^^

5. Zaufaj mi
Stał przede mną w całym swoim majestacie. Ogromne, krucze skrzydła, niczym pokryte gęstą smołą połyskiwały w ostatnich promieniach słońca. Nawet, gdy czerwona kula schowała się za horyzontem, jego przedłużenia ramion ciągle błyszczały.
Były piękne, ale o złowieszczej aurze.
Ich czerń zadziałała na mnie jak znak ostrzegawczy. Uciekaj!
Problem w tym, że stałem na dachu, od jego końca dzieliły mnie dwa kroki, zaś on ciągle się zbliżał.
-Myślałem, że działasz tak jak cała organizacja. – Głos ciemnowłosego był lekko szorstki, ale nadal przyjemny dla ucha. Poruszał się spokojnie, jak obserwator, nie zaś drapieżca. – Ale ty nie poczułeś, kim jestem, nie zaatakowałeś mnie a teraz patrzysz i nic nie robisz. Dziwny z Ciebie czyściciel.
Kiedy Arei ciągle mówił i rozglądał się, ja panicznie szukałem drogi ucieczki.
Nim zdążyłem cokolwiek wymyślić, ogromne i czarne skrzydła uderzyły raz niczym w starcie do lotu.
Powietrze odepchnęło mnie do tyłu i zleciałem z dachu. Spadałem jak bezwładna kukiełka, moje ciało nadal było w stanie odrętwienia. W ostatniej chwili impuls w mózgu kazał mi zareagować. Złapałem się gzymsu na czyimś oknie, ale to nie zmieniało faktu, że ciągle wisiałem kilkaset metrów nad ziemią.
-Polatałeś piesku? – Spojrzałem w górę. Stał nade mną i patrzył się rozbawionym wzrokiem na wiszącego idiote, jakim byłem. – Chcesz dalej latać?
Tym razem ja byłem szybszy. Wybiłem okno kopnięciem nogi i rozhuśtałem odrobinę. Wpadłem przez prowizoryczne wejście, niestety uszkadzając kawałek swojego ciała. Szkło, które zostało w ramie okna rozdarło płaszcz, koszule i moje plecy. Bolało jak cholera, ale wstałem i wybiegłem z pokoju, w którym spał jakiś nastolatek, ku mojemu szczęściu kompletnie pijany. Całe mieszkanie było jak po prywatce grupy nastolatków, rodzice tego gościa nie będą zadowolenia. Nie mogłem za dużo myśleć o tej sprawie, tuż za mną coś huknęło, jakby ktoś wyrwał całe okno. Mogłem łatwo się domyśleć, że to ten czarnoskrzydły. Wybiegłem z lokum i rzuciłem się w stronę windy, musiałem dotrzeć do kościoła, świątyni, cholernego cmentarza. Do miejsca z poświęconą ziemią i najlepiej księdzem.
Uśmiech sam wpełzł mi na twarzy, gdy po wybiegnięciu ujrzałem mały, stary kościółek obrośnięty winem. Stał między dwoma blokami mieszkalnymi a drzwi do niego stały dla mnie otworem.
Nad moją głową wisiała para czarnych skrzydeł, na szczęście dosyć daleko, więc miałem szanse ukryć się w przybytku Bożym.
Dopiero teraz doceniałem sposób, w jaki dekorowano te miejsca. Zimne płytki koiły obolałe mięśnie a woda święcona posłużyła za środek na dezynfekcje rany. Księdza nigdzie nie było, ale mogłem skorzystać z jego pokoju i wypocząć aż do jego powrotu. Bez skrępowania użyczyłem sobie nie tylko posłania, ale i czystego habitu oraz spodni. Wyglądałem głupio, choć w czerni było mi do twarzy. Miękkie prześcieradło, wino mszalne i biblia leżały u mego boku jak najwierniejszy psiak.
Zasnąłem.
Znowu widziałem w moich myślach tą rodzącą kobietę. Jej krzyk był straszny, chciałem pomóc jej przy porodzie, ale bałem się postaci siedzącej w fotelu. Chyba upadłem na kolana i zapłakałem nad losem pięknej niewiasty. Mój szloch przerodził się w jakieś łkanie ze strachu, gdy spojrzała na mnie, wyciągnęła dłoń, błagała o pomoc.
Krzyknąłem i się poderwałem. Znowu miałem nad sobą śnieżno biały sufit w pokoju księżula. Otula mnie jego kołdra i ktoś podał wino do ust. Upiłem go zachłannie i odwróciłem twarz, aby powitać Camerona.
-Arei… - cofnąłem się a plecy znowu zabolały przypominając o ranie. – Czemu…
-Co czemu? – Spytał swoim, jak zawsze, lekko kpiącym tonem i uśmiechnął się. – Czemu uciekałeś? Nie wiem. Sam siebie spytaj.
-Uciekałem przed Tobą! – Znowu się poderwałem, ale tym razem to on mnie powstrzymał a w jego oczach dostrzegłem troskę. Poczułem się dziwnie, ale i miło. Uspokoiłem myśli i popatrzyłem w jego szare tęczówki, które lśniły jak wypolerowany metal. – Czego chciałeś, myślałem, że chcesz mnie zabić i zacząłem uciekać.
-Wybacz, niepotrzebnie od razu pokazałem skrzydła. Chyba po to, aby zobaczyć jak zareagujesz na nie, nie byłem pewien czy widziałeś już coś podobnego.
-Widziałem, mój stróż ma skrzydła.
-Stróż? – Arei rozejrzał się. – Stróże są zawsze przy czyścicielach. Czemu go tu nie ma?
-Poleciał do swoich. – Mruknąłem z niezadowoleniem. – Chciał spotkać przyjaciół, tęsknił…
-Jesteś zazdrosny. – Blade wargi wygięły się w drwiącym uśmiechu. – Gdybyś mógł, rozpłakałbyś się teraz, bo czujesz się sam, tak jak kiedyś…
-Przestań! – Ujrzałem w jego oczach nie troskę a zdziwienie. Nie spodziewał się, że jego słowa będą trafne, że naprawdę tęsknie i czuje się samotny. Gdy opadłem na posłanie czułem już nie ból na plecach, lecz w sercu. Moja ułomność i skrytość doprowadziła do tego, że nie miałem wielu przyjaciół. Nie byłem towarzyski i raczej odstawałem od innych. Miałem tylko jego, po stracie Hany, był tylko on. Cameron, mój przyjaciel i brat, jedyna istota zdolna mnie zrozumieć.
-Przepraszam… – szepnął ze smutkiem w głosie i spojrzał na moje żałosne oblicze. – To nie temat, z którego powinienem kpić. Uzależniłeś się od niego i to bardzo.
-Możliwe, ale szczerze… dobrze mi z tym. Wolę mieć jego jednego niż tłum fałszywych, uśmiechniętych twarzy. Za wiele ludzi mnie zraniło i opuściło, nie ufam ludziom tak łatwo.
-Nie jestem człowiekiem. Zaufaj mi…
Patrzyłem na niego i nie mogłem oderwać wzroku. Jego skrzydła, mimo, że czarne, nagle stały się mniej straszne. Twarz tak blada nabrała delikatnego, spokojnego wyrazu. Uśmiech do niego pasował, ale taki szczery i prawdziwy.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, ale on czytał w mojej twarzy. Wdział w niej niepewność i strach. Zdawał sobie sprawę, że ja nie chce znowu oddawać serca kolejnej osobie, ponieważ boje się odrzucenia. Wolałem już siedzieć w ciemnym pokoju z książką w ręku i uśmiechać się do białych kartek zapełnionych literkami. Wolumin mnie nie krzywdził, pomagał zapomnieć, ale nie był przyjacielem, dlatego płakałem nad jego stronicami.
-Zaufaj mi… - znowu to powtórzył a ja jedynie złożyłem głowę na poduszkę i zastanawiałem się na jego słowami. Ważyłem ile mogę zyskać cierpienia a ile radości.

Dedykowana Sasi-chan.
Każdy ma anioła stróża, ja swojego już znalazłam.
Taki skarb, nie można wypuścić z rąk.
Przytul do serca, czuj jego ciepło.
Rozkoszuj się przyjaźnią.



T o p i c: matura 2008
D a t e: czwartek, 1 maja 2008
T i m e: 20:57:40
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 2



Powodzenia dla wszytskich maturzystów!!

4. Przekleństwo i Dar
Ta twarz, taka smutna i cierpiąca, wypaliła się w mych wspomnieniach niczym martwe ciało siostry. W takich chwilach nienawidziłem swojej pracy. Widziałem miłość w oczach tej kobiety, była demonem, ale i przyszłą matką, co obudziło w niej ten niesamowity instynkt, jakim kierują się samice.
Psychika Camerona także nieźle oberwała. Gdy przyszedł po mnie, leżałem w krwi zabitej samicy demona i powstrzymywałem płacz. Nawet nie chce sobie wyobrażać, co poczuł mój stróż, który oddalił się ode mnie, co było zakazane. Zrobił to, bo go poprosiłem, lecz nie powinien słuchać mnie w takich sytuacjach. To był regulamin skrzydlatych, którzy obejmowali stanowisko stróża, odpowiedzialnego za czyściciela.
Ja i Cami lekko naginaliśmy nakazy. Nieraz chodziliśmy własnymi drogami i nie przebywaliśmy ze sobą 24h na dobę. Nawet Anioł musi mieć swoje pięć minut prywatności, aby pozbierać myśli.
-Muszę jutro polecieć do szefostwa. Zdam raport i odwiedzę mistrza, nie przeszkadza Ci to? Pamiętam, że obiecałem Cię zabrać, ale… - Aniołek wyglądał na zakłopotanego, najwyraźniej miał do omówienia kilka spraw z mistrzem i chciał właśnie tych kilku minut prywatności.
-Jasne, kiedy indziej polecę z tobą. Wiesz ja i tak muszę trochę odpocząć i nabrać siły na kolejne zadania. – Uśmiechnąłem się do Camerona, poczym rzuciłem na poduszki. Mój stróż podleciał i podłożył swoje uda pod moją głowę. Bawił się moimi włosami i uśmiechał, zadowolony, iż znowu jest między nami zgoda.
-Pójdziesz ze mną na bal w niebie z okazji Nowego Roku Ziemskiego? Wiem, że to pytanie z dużym wyprzedzeniem, ale… - tu znowu Cami się zarumienił. Wiedziałem, że boi się odmowy, lecz ja chyba nigdy nie potrafiłbym tego zrobić.
-Jasne – może i nie brzmiało to entuzjastycznie, ale on wiedział, że cieszę się z zaproszenia. – Ale wiesz, musisz mi ładny strój uszyć, coś pasującego do mojego charakteru. No i chce wyglądać bardzo seksownie. – Wyszczerzyłem się, gdy Aniołek zaczerwienił się na buźce jeszcze bardziej wiedząc, że go prowokuje. – No co?!
-Pstro! Jesteś czasami okropny!
-Wiem, ale i tak mnie kochasz – Wytknąłem język i uśmiechnąłem się wesoło. Cameron jako jedyny umiał uczynić mnie radosnym, zadowolonym i szczęśliwym. Miał ten słodki dar, tak bardzo potrzebny nam obu.
Podniosłem się i go obijałem. Cami jak zawsze przytulił się z ufnością i zamknął oczka.
-Jesteś jak taka opiekuńcza mamusia… - zaśmiał się Aniołeczek. Zaś ja lekko skrzywiłem, znowu przypomniała mi się umierająca podczas porodu samica demona. Z drugiej strony, cieszyłem się, że jestem dla Camerona, równie istotny, co matka.
-Śpij mój malutki Aniołku – wyszeptał, cicho i także trochę przysnąłem. Aura stróża odgoniła koszmary, dając mi spokojny, zdrowy sen.
*
Cameron nakarmił oba koty, dał mi coś do jedzenia i nasypał nowego żwirku do kuwety. Ogólnie wykonał wszystko, co musiał zrobić przed swoim wylotem.
Trochę się o niego martwiłem, ale to jak zawsze, gdy znikał mi z oczu, nawet w łazience.
Miał bardzo zadowoloną buźkę, więc byłem pewien, że cieszy się na spotkanie z mistrzem. Ten gościu miał niesamowity wpływ na mojego stróża, co budziło kilka razy we mnie zazdrość, lecz musiałem przyznać, że czułem ulgę, iż jest ktoś, kto dba o niego, gdy ja nie mogę być przy nim.
Mieszkanie bez aniołka było ciche. Przeszkadzało mi to, więc postanowiłem, że wezmę kilka drobniaków i przejdę się na punkt widokowy, obejrzeć zachodzące słońce nad miastem.
Londyn ciągle jest dla mnie jedyn z bardziej fascynujących miejsc. Sam pochodzę z Polski, gdzie mieszkałem kilka lat z rodziną i słyszałem jedynie o wysokich cenach towarów na tamtejszym rynku. Po krachu na giełdzie rodzina przeniosła się tutaj i zamieszkaliśmy w małym domku, co nas bardzo dziwiło, w Polsce stać nas było tylko na mieszkanie. Tutaj dostaliśmy kredyty, firmy chciały zatrudniać mojego ojca, który był istnym rekinem marketingu. Hana królowała wśród znawców dawnych cywilizacji i nieraz podpisywała kontrakty na różne wyprawy. Ja byłem taki jak zawsze. Cichy i smutny, udający szczęśliwego w szkole, przy rodzicach. Wylewałem łzy w ramiona siostry oraz na poduszkę.
Cierpiałem, że jestem nikim.
*
PAST
Spałem, a raczej wydawało mi się, że snię. Siedziałem w ciemnym pokoju i znowu płakałem. Chłopcy nie płaczą, ale jak miałem powstrzymać ból mego serca. Moja mama, tata. Ich już nie było, nie mogli mi pomóc.
Tęsknota powodowała u mnie zdrętwienie całego ciała, czułem się jak roślina.
-Czemu płaczesz? – Źrenice odruchowo mi się rozszerzyły. Poderwałem się z mojego legowiska i ujrzałem na parapecie śliczną dziewczynę. Uśmiechała się i bawiła swoimi jasnymi włosami.
-Bo jestem sam… - odpowiadałem, choć jej nie znałem. Byłą mi obca, ale czułem, że mogę powiedzieć jej wszystko. Moje serce samo z siebie zaczęło jej ufać. – Boje się, jestem sam… czuje się nikim….
-Chcesz być moim przyjacielem? Ja też potrzebuje Ciebie, aby czuć się dobrze. Będziesz mnie kochać, ufać mi i troszczyć się o mnie? – Zadrżałem, poczym szybko pokiwałem główką na tak. – Jesteś teraz za mnie odpowiedzialny, pamiętaj o tym – Uśmiechnęła się i przeciągnęła patrząc na księżyc. Dopiero wtedy zrozumiałem, że to chłopiec. Niewiele większy ode mnie, o oczkach tak pięknych jak srebrne kolczyki mojej mamy, które dostała od taty na urodziny.
-Odpowiedzialny… - wyszeptałem – Jak za zwierzątko?
-Tak – Zaśmiał się i zeskoczył na ziemię. Ucałował moje czoło i położył spać.
-Masz kochać swego stróża, będziesz się do niego modlić. – Nachylił się nade mną i znowu musnął moją skórę.
-Czemu?
-Bo kiedyś przyjdzie do ciebie, wesprze Cię w najgorszym momencie twego życia. A teraz śpij… to tylko sen…

*
Zabawne, przypomniał mi się ten sen, gdy ujrzałem małe piórko na parapecie naszego mieszkania. Byłem ciekaw, czy anioł z mojego snu, gdy byłem malutki, był tym, który teraz mnie wspiera.
Nabrałem pewności siebie po śmierci rodziców, wspierałem Hane i każdego dnia rozmawiałem ze stróże.
Potem był tamten dzień… Dzień, w którym otrzymałem dar i ujrzałem to co zakazane. Sam nie wiem, czy żałuje tak niezwykłej zmiany w moim życiu. Gdybym nie dostał daru, nie miałbym Camerona.
Ten przeklęty dar, stał się moim zbawieniem…
*
Słońce zachodziło nad Londynem. Pieściło promieniami budynki i żegnało zapracowanych ludzi.
Zrobiłem kilka zdjęć dla Camerona i schowałem aparat do torby.
Dnie stawały się coraz chłodniejsze, zaś szalik udoskonalony rączkami stróża był najcudowniejszą tarcza przed niespokojnym podmuchem wiatru.
-Witam pana psa z Heaven’s Gate – już wiedziałem skąd ten dziwny wiatr. Para ogromnych czarnych skrzydeł przeraziła moje oczy, przyzwyczajone do nieskalanej bieli piórek Camerona.
-Arei… - tym razem wypowiedziałem jego imię głosem pełnym strachu.



T o p i c: i znowu
D a t e: czwartek, 1 maja 2008
T i m e: 12:22:08
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 1



znowu prawie mi zabrali bloga ==
gash ja to zdolna jestem...
dziś wieczorem notka!



T o p i c: Jak dobrze mieć zdolną Sasi^^
D a t e: środa, 27 lutego 2008
T i m e: 20:29:36
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 6



Sasi dała mi dzisiaj CV i list motywacyjny, więc szykuje się dobra ocena z przedsiębiorczości :D
Ciekawe kto jej mówił, że nie wolno dawac innym swych prac oO bo ten ktoś musi sam pisać oO no kto? A kto to wie :P
Dzisiaj Edward (drzewko bonsai) miał bliskie spotkanie pierwszego stopnia z ziemią ;_____; ale żyje, głupie okno i wiatr >.<
AND NOW !!
Notka ^^

3. Gniazdo Demona
Piękna chwila prysła jak bańka mydlana zrobiona z kiepskiego płynu do naczyń. Wszystko, pieszczoty, słodkie słowa, język wodzący po szyi, każda z tych rzeczy ustała nagle, niespodziewanie. Jęknąłem z nadzieją, że to pobudzi Arei do dalszych zabawa, myliłem się. Odsunął się i patrzył na mnie zimnym wzrokiem.
-Pies Heavens Gate! – Warknął jakimś nieludzkim głosem chłopak – Co planowałeś potem?! Wydać mnie im?! Jesteś obrzydliwy, najgorszy ze wszystkich! – Ciemnowłosy wybiegł, a ja, stałem, najzwyczajniej patrzyłem jak odchodzi trzaskając z impetem drzwiami. Kiedyś już to widziałem, no na pewno nie raz mknął mi przed oczami obraz odchodzącej osoby, lecz wtedy to były moje chwilowe partnerki, a on… On był dla mnie obcy, nieznany i tak cholernie pociągający.
Z dziwnym spokojem, przyczajony do rozstań i utraty dosyć bliskich mi osób, wróciłem do domu. W progu czekał na mnie Cameron, wściekły i tak cudownie ciepły. Przytuliłem jego sztucznie rozjuszone ciałko i upadłem na ziemię. Cami nie potrafił się złościć, udawał jak zawsze. Objął mnie i o nic nie pytał.
Dzięki Ci Heaven’s Gate za tego anioła.
*
Spór o to czy mam depresje ciągle trwał. Cameron, istny znawca gatunku ludzkiego, dodam, iż mówię to świadomie oraz z dużą dawką ironii, prowadził swój głośny monolog na temat mojego stanu. Czułem się jak kompletnie obca osoba, która jedynie wsłuchuje się w ową paplaninę i od czasu do czasu wyłapie z niej istotne informacje, np, że na obiad będzie pizza, dwie puszki piwa i sałatka z ogórka.
-Cam dałbyś sobie spokój, nic mi nie jest, to zwykłe zmęczenie ciągłym bawieniem się z martwymi ludźmi lub demonami – oczka o kolorze wypolerowanego metalu z kilkoma ciemniejszymi plamkami spiorunowały moja osobę, co spowodowało, że ponownie zamilkłem. Nasza zabawa w „ja mówię ty słuchasz” trwała by bardzo długo, gdyby nie mała koperta z obrazkiem złotej bramy oraz kilkoma puszystymi obłoczkami. Zadania od HG pojawiały się nagle, zazwyczaj materialna wersja rozkazu, w tym przypadku list, powstawała w najbardziej widocznym miejscu. Jedyne, co mnie nie cieszyło, to fakt, że oficjalne polecenia z góry dotyczyły tylko większych i bardziej niebezpiecznych spraw.
-Grupa demonów otworzyła klub nocny, w którym upatrują ofiary, mordują je i umieszczają w zwłokach zarodki zła, paskudna sprawa – Cami jako jedyny rozumiał treść listu, ponieważ napisana była w języku aniołów, tak, aby niepowołana osoba nie mogła odczytać dziwacznej treści. – Jak myślisz, dadzą nam kogoś do pomocy, napisali, że mamy być pod klubem jutro dokładnie o jedenastej wieczorem.
-Wolę pracować bez dodatkowych przeszkód, ostatnim razem dla naszych współpracowników zabawa w zbiorowych grabarzy skończyła się dosyć kiepsko – na samą myśl o rozczłonkowanym ciele napiętnowanego darem, młodego Brazylijczyka, zrobiło mi się niedobrze.
-Słyszałem, że jego stróż ciągle liże rany, stracił oba skrzydła – Cameron odruchowo pogłaskał swoje barkówki, czyli te pióra najbliższe plecom i obrastające kość ramieniową w skrzydle. Słyszałem, że całe te puszyste przedłużenia ramion są niesamowicie wrażliwe. Cam opowiadał mi kiedyś, że odpowiedni ruch potrafi doprowadzić anioła do ekstazy, zaś inny do stanu łudząco podobnego do agonii.
-Skończmy z tym, nie chce słuchać o rozwalonych czyścicielach, bezskrzydłych aniołach i takich tam opowiastkach pobudzających mój żołądek do zwrócenia śniadania – oczywiście chcąc nie chcąc wizja każdej kończyny w innym miejscu oraz wetkniętych w to dużych skrzydeł prześladowała mnie aż do wyznaczonego wieczora, kiedy to mieliśmy wyjść sobie na potańcówkę z demonami.
Noc wydawała mi się ciemniejsza niż zawsze, gwiazdy w strachu przed rzezią skryły się za chmurami i nawet nie myślały o lśnieniu na niebie. Jedyny pozytywny aspekt całe sytuacji to całkowita materializacja mojego stróża. Cameron na tą jedną noc stawał się namacalny dla wszystkich mieszkańców ziemi, na ulicy można było go trącić lub zaczepić, wszyscy go widzieli a ja czułem się na jakiś czas bardziej normalny.
Cami ubrał kilka ładnych ciuszków i przyznam z ręką na sercu, że wyglądał cudownie, byłem dumny, że tak urocze stworzenie trzyma mnie za rękę i idzie u mego boku. Otoczyłem drżące ramiona przyjaciela i przysunąłem go bliżej siebie, aż na jasnych policzkach pojawiły się rumieńce.. Tak dawno nie spędzaliśmy razem czasu, udając normalnych przyjaciół, odchodząc od układu „stróż-czyściciel”. Tęskniliśmy za tym całymi naszymi sercami, mimo iż byliśmy z innych światów, potrafiliśmy rozumieć się bez słów, czasami nawet myśleliśmy o tym samym i śmialiśmy się cicho z naszej zgodności. Widziałem jak mój srebrnowłosy towarzysz przymyka powieki i delektuje się spokojem, jaki panował na ulicy, pozwolił mi się prowadzić jak małe dziecko, gdybym chciał poszedłby za mną nawet do piekła, do którego i tak zmierzam. Zapewne wcześniej o tym nie wspomniałem, ale teraz to odpowiedni moment.
Czyściciel nie ma wstępu do nieba. Czeka go tylko piekło, kolejny skutek życia, jakie prowadzę, wszystko zaczęło się tamtego dnia…
-To chyba tu… - anioł oderwał się ode mnie na chwilę poczym ponownie przywarł do mego ramienia nie chcąc go puszczać przez najbliższe kilka godzin. Ująłem dłoń przyjaciela i weszliśmy do ziemskiego raju demonów.
Klub nocny „Devil’s Nest”.
Krocząc po ciemnej posadzce zastanawiałem się nad nazwą tego miejsca, te przeklęte, śmierdzące istoty na pewno nieprzypadkowo użyły słowa „nest” z anielskiego „gniazdo”, ale w jakim celu, czyżby tu mieli swoją wylęgarnie, jakoś nie potrafiłem w to uwierzyć. Do przemiany potrzebny jest pochówek w ziemi. Uderzyłem stopą w podłogę, była w 100% z glazury czy czegoś tam, na pewno nie z miękkiej, łatwej do wzruszania gleby.
-Co o tym sądzisz Cami? – Aniołek miał zwyczaj analizy wszystkiego, wokoło, więc zdałem się na jego spostrzegawczość, wiedziałem, że także myśli o klubie jako gniazdku dla małych demonów.
-Ten dźwięk –miał zamyśloną buzię i patrzył uparcie na moje buty – kiedy tupnąłeś, ten dźwięk był taki…
-Głuchy – wypowiedzieliśmy to słowo razem a palce naszych dłoni zacisnęły się na sobie bardziej, gdy wykonałem czynność po raz kolejny. Coś było pod nami, jakieś inne pomieszczenia skryte przed gośćmi klubu, pod całym tym miejscem było to gniazdo, cholerna wylęgarnia demonów. Pozostawała sprawa jak tam się dostać, wejście już widziałem, stało przy nim dwóch gibkich młodzików, każdy miał zaczepiony na udzie pasek z bronią. Pilnowali tych metalowych wrót jakby to było wejście do samego piekła.
Wyjąłem telefon z kieszeni i sprawdziłem, było dosyć późno i… coś dziwnego, w rogu wyświetlacza widniała kopertka, jakaś stara, nieodczytana wiadomość, którą przypadkowo zbyłem. Gdy ujrzałem datę serce mocniej mi zabiło, dzień przed śmiercią Hany, drżącymi palcami wcisnąłem potwierdzenie odczytu i w końcu mogłem przeczytać kilka słów z nieznajomego telefonu.
„Nie ufaj skrzydłom”
Nic nie rozumiałem, czy to jakiś głupi żart, zbieg okoliczności, czy siostra starała się coś mi przekazać. Jedyne skrzydła, jakie znałem to te, które posiadał mój stróż, ale na Boga, on jest moim przyjacielem, nie tylko strażnikiem. Cameron to moja rodzina, ufam mu jak nikomu na tym świecie.
-Wszystko w porządku? – Drobna dłoń zacisnęła się na moim rękawie a szare oczęta spojrzały na moją wystraszoną twarz – Może usiądziemy i odpoczniesz, wyglądasz jakbyś zobaczył ducha… Kiba?
-Słucham – docierało do mnie, co drugie jego słowo, ale zgodziłem się zająć stolik. Patrzyłem się w napój, który mi przyniesiono i zastanawiałem się nad wiadomością, kto mógł to przysłać i po co, o jakie skrzydła chodzi, no bo demony też je mają. Głowa bolała mnie jak po uderzeniu kijem lub metalowym prętem. Nie cierpię mieć mętliku w myślach, chaos to coś, czego nienawidzę najbardziej na świecie, lecz czemu akurat teraz, musiałem ujrzeć tą głupią wiadomość. Ostrzeżenie przed „skrzydłami” plątało mi się po głowie, wiło wokoło sieci neuronów i celowo odwracało uwagę od misji, którą mi powierzono.
-Au! – Warknąłem czując palące znamię na biodrze – Czemu to robisz – odwróciłem się z miną pełną niezadowolenia do przyjaciela – Musisz stosować sztuczkę z tym głupim znaczkiem!
Cami jedynie uśmiechnął się figlarnie i raz jeszcze swoją magią podrażnił znamię w kształcie piórka na moim ciele.
Z dniem, w którym przyjąłem pracę czyściciela, dostałem prezencik od mojego stróża. Ucałował on moje biodro podczas snu, zostawiając coś podobnego do tatuażu. Znaczek w kształcie piórka jest moją linią komunikacji z Cameronem, za jego pomocą mój mały aniołek, może przesyłać mi informacje do podświadomości oraz nieprzyjemne kary, w postaci nagłego podgrzania znamienia.
-Cameron! – Krzyknąłem raz jeszcze, gdy kara się powtórzyła – Jestem już przytomny, przestaniesz wreszcie!
-Popatrz na drzwi, chyba robią zmianę – Faktycznie, ochroniarze się wymieniali, przez chwilę wrota były bez ochrony. Moje ciało same poruszyło się w pożądanym kierunku i już po chwili stąpałem kamiennymi schodami w dół, jakby do wnętrza ziemi.
-Banalny wystrój, jak w kiepskim horrorze, nawet pochodnie sobie zapalili – sięgnąłem po jedną z nich i dalej schodziłem w dół. Stróż leciał tuż za mną sprawdzając także nasze tyły. – Chyba jednak nie dali nam wsparcia…
-Chyba, że jeszcze dojdą, no cóż trudno złapaliśmy okazję – aniołek wzruszył swoje ramionka i oparł się na moich plecach ciągle unosząc się w powietrzu – Słuchaj, wiem, że moment jest kiepski, ale gdzie wtedy poszedłeś jak ja spałem?
Cholera. Chodziło mu o moment, kiedy wymknąłem się po portfel a potem wróciłem lekko przybity.
-A to… rozmyślałem na kilkoma rzeczami, wiesz takie tam resztki ludzkiej świadomości się we mnie obudziły – Nie mogłem się przyznać, nie potrafiłem mu powiedzieć, ze tamten nastolatek tak łatwo mnie rozbroił.
Teraz sobie przypomniałem! Ciemnowłosy Arei mówił coś o HG, nazwał mnie ich psem, czyżby był kimś w rodzaju przeciwnika agencji… Ale wtedy oznaczało by to, że jest demonem. Nie, nawet nie chciałem o tym myśleć, ale fakt był taki, że nie mogłem o tym myśleć. Do moich uszu dotarł dziki wrzask, pełen bólu i to nie tylko ludzkiego. Poznałem ten dźwięk, to był krzyk anioła, zawsze, gdy go słyszę moje serce boli jak dźgane prętem, ponieważ jako czyściciel jest wrażliwy na emocje skrzydlatych.
Przeskakiwałem kilka stopni na raz i wtedy to ujrzałem, grupka demonów o paskudnych, zdeformowanych przez kawałki wszytego w ciało metalu, dręczyły skrzydlatego. Obok leżały zwłoki człowieka, czyściciela. Podczas biegu nałożyłem rękawice z pentagramem i wykonałem szybkie zaklęcie. Kula ognia uderzyła w demony, powalając je na ziemię. Wyciągnąłem mój pistolet naładowany kulami od HG i strzeliłem każdemu w głowę. W momencie dotarcia pocisku do mózgu, ciała koszmarnych stworów zaczęły rozkładać się, wić w bólu i umierać. Cameron popędził w stronę swego kolegi po fachu, zaś ja zająłem się człowiekiem. Żył! Serce zabiło mi mocniej. Wykonałem kilka zaklęć leczniczych oraz nałożyłem pieczęć na większe rany.
-Gniazdo… to łono ich matki – chłopak, niewiele starszy ode mnie zakrztusił się własną krwią i wskazał mi korytarz na prawo – Szybko, zaraz urodzi…
-Cam zostawiam Ci ich! – Anioł skinął głową i gdy biegłem, nakreślił znak krzyża. Smród nagle się nasilił a moim oczom ukazała się potężna samica demona. Jej brzuch wyglądał jak gigantyczne jajo, zaś ona sama pojękiwała i ryczała w jakiś dziwny sposób. Jedną z dłoni trzymała na swoim, chyba brzuchu i gładziła go świadoma, że wewnątrz są nowe zarodki. Gdy przypatrzyłem się jej twarzy była naprawdę piękna, lecz reszta ciała powoli umierała konsumowana przez jej dzieci.
-Po co Ci to było? – Patrzyła na mnie i uśmiechnęła się. Byłem szczerze zdziwiony, zachowywała się jak matka, która oddaje życie za swe dziecko, musze przyznać, że zrobiło mi się jej szkoda.
-Będą duże, silne, będą przez kogoś kochane, tak mi powiedział… okłamał mnie, prawda? – Miała tak miły głos, sam jej widok upewniał mnie, że musiała należeć do spokojnych demonów, które nie niszczą ludzkiego życia.
-Okłamał Cię, one będą pożerać ludzi, są skazane na śmierć… Wybacz, ale musze je zabić, tym samym i ciebie – Serce ściskało mi się gdy to mówiłem, lecz moja praca służyła ludzkości, tak to sobie tłumaczyłem.
-Nie szkodzi, miło było myśleć, że będą miały rodzinę… Skończ to szybko, niech nie cierpią, proszę… - Zrobiłem to, o co tak błagała. Przyłożyłem dłoń do jej brzucha i wymówiłem zaklęcie śmierci, którego można wykorzystywać jedynie w przypadku egzekucji, dla mnie zabijanie tej kobiety i jej potomstwa, tym właśnie było.
-Dobranoc…



T o p i c: no chyba w końcu notka^^"
D a t e: wtorek, 12 lutego 2008
T i m e: 13:20:38
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 6



Za często to ja nie pisze^^" wybaczcie, ale przygotowania do matury, oraz moje zmagania z nauką troszkę mnie pochłoneły.
Dla tych nielicznych, co czytają jeszcze moje pierdoły, zapraszam na drugi roździał Dog and Angel ^^

2. Śmierć
Dziękowałem opatrzności, że moja siostra nie śmierdzi demonem, chyba złamałbym zakaz i od razu zabił to coś, co ważyło się dotknąć moją jedyną żyjąca rodzinę. Gdyby nie fakt, iż lekarz już wcześniej powiedział, że to trup, pomyślałby, że śpi lub odpoczywa po kolejnej ze swoich podróży. Była wspaniałym archeologiem, przed moim napiętnowaniem przez dar Heaven’s Gate, marzyłem, aby tak jak ona szlajać się po świecie i wykopywać stare garki. Hana, była archeologiem i niezwykle inteligentną kobietą, podziwiałem ją, była moim światłem. Opiekowała się mną po śmierci rodziców, tylko ona mnie rozumiała.
Teraz patrzę na jej martwą buzię i pierwszy raz od kilku lat błagam Boga, aby otworzyła oczy. Zakryłem usta dłonią, gdy wyobraziłem sobie, jak jej ciało gnije, zbierało mi się na wymioty jak nigdy.
-Więc, czy jest coś więcej, macie jakieś próbki, mówicie szybko, bo zaraz pawia puszcze – szczerość i ponaglanie ludzi, kolejne moje cudowne cechy charakteru, który był niezwykle podły jak na te moje dwadzieścia lat.
-Niestety dużo nie mamy – doktorek w drucianych okularkach nieśmiało na mnie spoglądał, widziałem jak się rumieni i już wiedziałem, co siedzi w jego głowie. Według ludzi wokoło byłem nawet nieźle wyglądającym facetem, podobałem się dziewczynom i nieraz też facetom. Byłem przystojny, co dostrzegali jedynie inni ludzie, ja sam dla siebie byłem szpetny jak gargulec. Ale czy każdy musiał mieć na mnie ochotę!? Naprawdę nie lubię bliskości innych ludzi, są wyjątki, ale na wszystkie kontynenty i morza, ja nie chce skończyć jako pojemniczek na czyjeś nasienie. Paplał coś o wynikach i próbkach, które pobrali…
-Jak do cholery znikają!? – Ryknąłem wściekle i szerokim łukiem omijając zwłoki siostry, podszedłem do tego zboczonego fircyka – Wiem, że czasami można coś zgubić, ale jakim kurwa cudem nie ma żadnej próbki, które pobraliście dzień wcześniej?!
-Wyparowały – jasnowłosy laborant wychylił nos ze swoich notatek a ja już szedłem w jego stronę – każda z tkanek, traciła szybko wodę i parowała, najdziwniej zachowywała się krew, w której była ta nieznana nam substancja, nie mogliśmy ich rozdzielić na żaden sposób, jakby scaliły się na stałe
-Więc to coś robi za tą krew, która była w jej ciele, ale ktoś ją zabrał? – Nie bardzo kapowałem, o co chodzi, więc wolałem pozadawać kilka pytań, także ze względu na Camerona, który miał minkę pt „Nie rozumiem, czy możesz powtórzyć”
-Nie dokładnie, owa substancja nie zachowuje się jak krew Pana siostry, to coś wspomaga pozostawioną krew, lecz w żaden sposób jej nie zastąpiło, braki we krwi są i będą, ale co najdziwniejsze, te tkanki są ciągle żywe – facet, z którym rozmawiałem, starał się mówić tak, aby największy idiota, czytaj Kiba Akiko, zrozumiał wszystko i nie zadawał pytań. Mylił się koleś i to bardzo, ja i tak będę to robił.
-Czyli, że co? Ona ma żywe ciało, ale jest martwa?! Dla mnie to, to jest posrane i już – dostałem po głowie od Camerona, który nienawidził przekleństw i używał je sporadycznie, gdy działo się coś tak strasznego, że nie kontrolował języka. Dla niego przekleństwem było nawet cholera i kurde.
-Wiem, że to zabrzmi dziwnie, lecz ona zatrzymała się, niczym zabawka, wybaczy mi Pan to porównanie – blondasem troszkę się mnie bał, to było widać z daleko, ale ja naprawdę starałem się być miły, więc uderzyłem go tylko raz. Chłoptyś leżał na ziemi a z jego nosa lała się krew. Nie potrafiłem kontrolować mojego gniewu i miałem to ogólnie w moich czterech zgrabnych literach.
„Zabawka” to słowo dudniło w mojej głowie w akompaniamencie zacinających się dzwonów w kościele. Nie wiem, dlaczego, ale nienawidziłem tego dźwięku, każda najgorsza myśl, łączyła się z tym odgłosem. Pamiętam jak Dawid wyprowadził mnie z Sali, potem szedłem chodnikiem, prowadzony przez Camerona i nagle byłem już w domu. Po godzinie, Cami raz jeszcze powiedział mi, co on sam odkrył oglądając zwłoki, oraz analizując całą sprawę.
-Hana na pewno nie żyje. Przestała oddychać i jej serce nie bije, wprawdzie są leki i zioła, które spowalniają a czasami nawet zatrzymują akcje serca, ale w tym przypadku ono nie działa już zbyt długi czas – te wszystkie słowa, były gwoździem do mojej trumny, czułem jak wszystko wywraca mi się w żołądku a część o substancji siedzącej w mojej siostrze sprawiła, że szybko zmieniłem moją lokalizacje i wymiotowałem w łazience. Cam przyniósł mi coś do przepłukania ust i niczym opiekuńcza matka nakazał abym poszedł odpocząć. Padłem jak kłoda i zasnąłem, mój stróż otulił mnie kołdrą i wtulił się w moją wystającą spod ciepłego materiału dłoń. Czasami chciałbym tak zostać już na zawsze …
*
Telefon podobno jest urządzeniem ułatwiającym życie, ale moim zdaniem także uprzykrzającym. Moje usta dwukrotnie ułożyły się w szpetne słowa. Chwyciłem komórkę i odebrałem jak zawsze brukając z nadzieją, że rozmówca się wystraszy. Chichot nie był oznaką strachu.
-Akiko Kiba? – Przyjemny, lekko ochrypnięty głos sprawił, że poczułem dreszcze na plecach.
Rozmówca zaśmiał się, poczym w tle usłyszałem otwieranie zamka błyskawicznego. – Mam coś, co należy do ciebie, ładnie wyszedłeś na tym zdjęciu w dowodzie
-Co?! – Kompletnie nie czaiłem, o co chodzi, po chwili uderzyłem się w czoło. Przeskoczyłem nad Cameronem, który ciągle smacznie spał i sięgnąłem po mój płaszcz. Zero portfela jedynie numer telefonu, zapisany na karteczce, identyczny jak ten, z którego do mnie właśnie teraz dzwoniono. – Zabije Cię! – Warknąłem i zgniotłem świstek.
-Nie dałbyś rady – ten chłopak był zbyt pewny siebie, nie lubiłem tego u ludzi jak cholera – chcesz go odzyskać to musimy się spotkać, wynająłem pokój w motelu „Angel” będę w nim całą dobę, do zobaczenie szarooki i pospiesz się, wszystkie drinki i moje małe potrzeby płace twoją kartą … - rozłączył się, tak po prostu odwiesił rozmowę. Tylko zabić. Chciałem obudzić Camerona, ale pomyślałem, że tak jest lepiej.
Niczym złodziej przydreptałem do salonu i naciągnąłem na siebie bluzę z kapturem, którym zakryłem moje zaspane oblicze. Do kieszeni napchałem wszystko, co niezbędne i wypełzłem z mieszkania. Już widziałem tą wściekłą minę Camerona gdy nie znajdzie mnie swoją gładką rączką obok siebie, o zgrozo co mnie czeka z jego wbrew pozorom niebezpiecznych łapek.
-Muszę poprosić o podwyżkę, przydałby mi się w końcu samochód a nie ciągle wlokę swoje dupsko autobusami – mruczałem sobie tak pod nosem jakby z nadzieją, że Heaven’s Gate mnie usłyszy i pośle wiadomość ”wygrał pan samochód” lub „może by tak mały awansik?”
Głupie marzenia, już prędzej spotkam upadłego anioła i się w nim zakocham. Zaśmiałem się pod nosem, przez co grupka nastolatek uciekła na drugi koniec autobusu, lecz gdy spojrzałem na nie, jakoś dziwnie się ze mną oswoiły i powróciły na miejsce tuż obok mnie, otoczyły jak ofiarę i chichotały w najlepsze. Czyli, że nie jestem taki obrzydliwy jak mi się wydaje – zakpiłem z sam z siebie w myślach i podziękowałem opatrzności, że za chwilę był mój przystanek.
*
Motelik „Angel” nie miał w sobie nic z anioła, tak samo jak recepcjonistka z dużą brodawką na szyi i nosie. Wzdrygnąłem się, gdy wskazał swoim grubym paluchem korytarz do pokoju 69. Odgłosy wydobywające się z pokoi, które mijałem na pewno nie były chórami anielskimi, a raczej ucztami z piekła rodem. Odskoczyłem jak poparzony, gdy jakaś kobieta dziko krzyknęła, aby jej partner wzmocnił swoje starania. Patrzyłem się jeszcze przez chwilę w owe drzwi a na mojej twarzy malował się grymas obrzydzenia.
-Chcesz do nich dołączyć? – Poznałem ten głos od razu, spojrzałem w tak samo szare oczy, co moje i prychnąłem niezadowolony. Złapałem go za koszulkę i przyciągnąłem do siebie, nasze metalowe oczy spotkały się, jedna para zaświeciła szyderczo zaś druga ze wściekłością. – A teraz dasz mi buzi na dzień dobry mój pieseczku – Nim zdążyłem zareagować, chłopak o ciemnych i niezwykle aksamitnych włosach uwiesił się na mojej szyi i zbliżył swoje usta do moich, lecz ich nie połączył. Drżałem, przysięgam na wszystko, byłem podniecony do granic wytrzymałości. Chciałem go skosztować, pożądałem jego ust i ciała jak niczego innego na świecie. Odepchnąłem go z impetem i wystraszony swoim zachowaniem odskoczyłem aż do barierki, dyszałem i prawie krzyczałem, sam Bóg wie, czemu, ale bałem się go a jeszcze bardziej siebie, gdy był tak blisko mnie.
-Popieprzony świr! – Tylko na tyle było mnie stać, zdenerwowanie połączone z ekscytacją zakłóciło logiczne myślenie oraz rozsądek. Oczywiście ciemnowłosy młodzian nawet nie prychnął słysząc jak się do niego odzywam, szyderczy znak radości i triumfu zdobił jego twarz, niczym korona głowę władcy.
-Jaki ty niemiły a ja specjalnie tu czekam na Ciebie, portfelik chce Ci oddać no i oczywiście tęskniłem – litania kłamstw, która poniekąd radowała moje samotne serce, wsiąkała we mnie i powoli zaczynałem w nie wierzyć. Kruczowłosy nastolatek musiał być monarchą w królestwie obłudy, sam się dziwie, że nie dostrzegłem, z jakim wyrafinowaniem zmienia maski i wyrzuca z siebie kolejne kłamstewko oszlifowane przez króla oszustów, jakim na pewno był. – Wejdź i rozgość się…
-Na pewno to zrobię, to ja płace za to wszystko! – Przypomniało mi się, że faktycznie pokój i napoje, które stały obok ogromnego łoża były na mój koszt. Trzasnąłem drzwiami, gdy je zamykałem i przez chwilę stałem plecami do młodego impertynenta. Przyjemny dreszcz narodził się w okolicach karku i z prędkością nerwów w ciele, znalazł się na moim podbrzuszu. Mimowolnie westchnąłem czując, jak się okazało, niezwykle delikatne dłonie pieszczące mój brzuch oraz żebra.
-Mów do mnie Arei – język chłopaka przejechał po moich uchu poczym podrażnił szyję, nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, ciemnowłosy wykonał idealnie okrągłą malinkę na mojej szyi. Już teraz wiedziałem, po co te diabelskie pazurki tak chętnie bawią się moim paskiem od spodni. Arei potrafił odwrócić moją uwagę, zmylić zmysły i wprawić w stan nieświadomości oraz oddania jemu i tylko jemu. Czułem się jak niewolnik w rękach swego władczego pana.
-Arei… - nie wiem, czemu ale wyszeptałem to imię, chyba chciałem sprawdzić jak zabrzmi w moich ustach, ponieważ w wykonaniu nastolatka, było niczym miód i kwiaty, które spływają po pachnącej skórze.



T o p i c: DOG and ANGEL
D a t e: piątek, 4 stycznia 2008
T i m e: 22:37:28
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 7



Za wszystko dziękować trzeba Sasi ^^ To jej... jęczenie sprawiło, że zabrałam się do roboty i w końcu zaczełam coś tu robić.

Przed wszytskimi czytelnikami nowe opowiadanie. Ostrzegam nie jest to kontynuacja Siedliska Aniołów!
Jest to nowe opowiadanie i mam nadzieję, że także wam się spodoba^^
Tytuł został wymyślony kilka sekund temu :D
Przed wami

DOG and ANGEL

1. Narodziny
Trzepot skrzydeł i zapach kwiatów wisiał w powietrzu niczym ciężka mgła. Gdyby ludzkie ciało, było zdolne utrzymać powietrze i mocno je ścisnąć, to zapewne para opalonych dłoni, już dawno rozwarłaby ową słodką kurtynę i tym samym pozwoliła szarym jak platyna tęczówką obejrzeć dosyć osobliwą scenę.
Kobieta o długich, kobaltowych włosach ściskała z całej siły skrawek lśniącego materiału. Kropelki potu spływały po jej pięknej twarzy i wsiąkały szybciutko w pościel, w której leżała. Nieludzki, lecz pod jakimś względem cudowny, dźwięk wydobył się z gardła niewiasty. Drobne listki zadrżały wraz z wazonem, który stał na małym stoliku. Tuż obok ozdobnego mebla stał fotel. Wysokie oparcie zasłaniała usadowioną w nim postać a jedynie dłoń, spoczywająca na poręczy z wyrzeźbionym smokiem, świadczyła o młodym wieku tajemniczej osoby.
Gdy kobieta ponownie krzyknęła, tym razem mocniej, przez co dało się wyczuć w jej głosie ból i nienawiść do tego, co w niej rosło, jej okrzyki zastąpił jeden cieniutki pisk a zaraz potem płacz małego dziecka.
Niemowlę wiło się i machało rączkami, jego cień tańczył na jedwabistej pościeli, zaś drobne paluszki błagały matkę, aby je ogrzała własnym ciepłym jeszcze ciałem.
Matczyna stopa z niechęcią osunęła umorusane krwią dziecko, zaś dłoń na poręczy zacisnęła się nerwowo. Ten drobny gest, ledwo zauważony, przepełniony był ekscytacją i dziwną radością. Postać poderwała się z fotela i drżącymi palcami oglądała ciało noworodka.
Szaleńczy śmiech sprawił, że maleństwo rozpaczliwie zaczęło wierzgać się w uścisku kościstych dłoni. Nadaremno pragnęło, aby matka je utuliła do piersi i obroniła przez tym strasznym potworem.
Kobaltowe loki opadały na blade czoło i policzki, zaś granatowe oczy zamiast płonąć ekscytacją, lub przynajmniej gniewem, były martwe niczym słabo wypolerowana błyskotka.
Sine wargi nawet nie drgnęły, gdy mężczyzna obejmujący płaczące dziecko ucałował matkę jego nowej zdobyczy i niczym ogromny ptak otulił się skrzydłami, które ni stąd ni zowąd wystrzeliły z jego ramion

*
Mój dziwny sen przerwał uporczywie dzwoniący telefon, wymacałem płaskie ustrojstwo pod poduszką i niechętnie kliknąłem na zieloną słuchaweczkę. Wyświetlacz nic mi nie mówił o natarczywym rozmówcy, ponieważ ukazał mi się napis „brak numeru”.
Nie mam zwyczaju odbierać takich telefonów, tym bardziej o północy, ale pamiętałem, że moja starsza siostra wyjechał dwa dni temu i jakoś wolałem odebrać, być może miała do mnie jakąś sprawę.
-Tak, słucham – burknąłem zaspany głosem, lecz nikt mi nie odpowiedział – Halo? – Zapytałem zdezorientowany, ale i tym razem nie dostałem odpowiedzi, ostatecznie burknąłem jakieś przekleństwo i wcisnąłem czerwony znaczek kończący rozmowę.
Wtuliłem głowę w poduszkę i przycisnąłem do piersi pluszaka, wymamrotałem kilka przekleństw czując wibrowanie pod poduchą i mocno zasnąłem. Moje dwa kocury ułożyły się i oplotły sprawnie moje nogi, wtulając się we mnie i siebie nawzajem.
Telefon już nie zadzwonił, lecz koło kolorowej postaci chłopaka z psimi uszami, widniał znaczek nowej wiadomości tekstowej.
*
Rano mój kochany telefon zadzwonił po raz kolejny, lecz tym razem poznałem numer, należał do mojego znajomego, który pracował na policji.
Gdy odebrałem, widelec wypadł mi z ust i mocno uderzył o talerz, czułem jak drętwieje mi każdy skrawek ciała.
-Kiba musisz zidentyfikować ciało Hany – głos funkcjonariusza uderzał o moje uszy niczym tysiące decybeli. Czułem ogromny ból i strach, gdzieś w głębi serca błagałem, Boga, którego dawno temu odrzuciłem, aby to był jakiś głupi żart.
Niestety, wszystko miało być jedynie gorsze. Kazano mi przyjść jak najszybciej, ponieważ zwłoki był jeszcze „świeże”, co za obrzydliwie użyte słowo, miałem ochotę zabić za to. Moje ręce odmawiały mi posłuszeństwa, myśl o nieżyjącej siostrze doprowadzała mnie do płaczu i mdłości zarazem. Rozłączyłem się i zrzuciłem wszystko ze stołu, mocno waliłem głową w drewniany blat, aby choć na chwilę zatracić się w bólu i zapomnieć o smutku mego serca. W chwili złości połączonej z rozpaczą miewałem napady kaleczenia samego siebie, tylko siostra o tym wiedziała i starała się wyleczyć mnie z tego ohydnego nawyku.
Nawet delikatne dłonie Camerona nie potrafiły mnie uspokoić. Słyszałem jak coś do mnie mówi, lecz odtrąciłem jego dłoń z impetem i dalej wrzeszczałem niczym opętana istota przez jakieś podrzędnego demona.
Czułem na sobie jego wzrok, jak zawsze stał jak najpiękniejsza rzeźba i przyglądał się mojemu wzburzonemu ciału. Wiedziałem, że nie wie, co ma zrobić, moje ataki były trudne do opanowania. Złość, smutek, szczęście, popadałem w skrajne nastroje a on zawsze to akceptował. Ale naprawdę dziwiłem mu się, że jeszcze nie uciekł ode mnie, gdy moje czoło po raz kolejny uderzyło w twardy blat.
Gdy opamiętałem się a zaczerwienienie stało się bardziej widoczne, Cam podszedł do mnie i pogłaskał ranę na mojej twarzy. Własnym rękawem otarł duże krople łez z moich policzków i uśmiechnął się delikatnie. Jego uśmiech ogrzewał moją czerwoną od furii twarz i sprawiał, że i moje serce stawało się spokojniejsze.
Moje lekarstwo.
-Wkurwiasz mnie czasami, wiesz? – Burknąłem zachrypniętym od krzyku głosem – Zachowujesz się jak słup a potem jako jedyny potrafisz mnie pocieszyć, skąd ty bierzesz na to siłę i spokój?
No tak, czego się spodziewałem, jakiejś inteligentnej odpowiedzi zapewne, lecz jakoś jej nie dostałem. Cameron wskazał palcem niebo za oknem i uśmiechnął się czule.
Czemu wszystkie anioły muszą być tak cholernie trudne?!
Nie znam ich wiele, ale ten, z którym mieszkam jest nieraz bardzo dziwny…
*
Kątem oka spoglądałem na Cam’a, szedł po chodniku jak największa ciamajda na całym świecie. Stawiał kroki ta, aby niczego nie zdeptać a gdy już to zrobił, małe łezki stawały w jego oczkach i patrzył na mnie z tym pytaniem wypisanym na twarzy, „ale nic się temu nie stało?”. Potem zawsze robi obrażoną minkę na pięć sekund, gdy zaczynam się śmiać.
Ludzie zazwyczaj patrzą się na mnie, jak by to powiedzieć, dziwnie. Stoi sobie facet i śmieje się do zdeptanej kartki, lub pudełka po papierosach. Chyba sam także bym chował swoje dziecko i uciekał na drugą stronę ulic, widząc coś takiego.
-Cam, po co leziesz ze mną, myślałem, że nie lubisz patrzeć na trupy – wyszeptał pochylając głowę, wolę nie wyglądać jak człowiek, który gada do niewidzialnego przyjaciela, rozmowa z drogą lub butami jest na pewno bardziej normalna w dzisiejszych czasach i w moim wieku.
-To chyba będzie dla ciebie trudne, wolę być niedaleko i Cię pocieszyć – jego jasne usta układały się, gdy mówił, ale w niczym nie przypominały sposobu mówienia normalnego człowieka, nie wiem, dlaczego ale zawsze mam złudzenia, że mówi w innym języku a ja to po prostu rozumiem
-Kostnica nie jest miłym miejscem Cam, wracaj do domu – oczywiście mogłem sobie gadać ile wlezie, on i tak nie odleciał i najwyraźniej miał moje rozkazy głęboko gdzieś.
Sam nawet nie wiedziałem jak to się stało, ale po kilkunastu minutach, które minęły mi jak sekundy, byłem przed drzwiami, opatrzonymi w złote litery, układające się w nazwę budynku. Nie zdążyłem nacisnąć klamki, uprzedził mnie jakiś chłopak, który właśnie wychodził. Nie często mi się to zdarza, ale poczułem dreszcze, gdy koło mnie przechodził, nawet Cameron odwrócił się, aby popatrzeć na plecy nieznajomego. Staliśmy obaj, ja i mój anioł, zaś on jakby czując nas, odwrócił się i wtedy dwie pary szarych oczu spotkały się. Jego był, znowu nie wiem jak to nazywać, inne niż moje, jakby błyszczały i ciągnęły mnie w jego stronę. Czułem się jak zwierze wabione przez drapieżnika, ale on nie wyglądał na groźną osobę. Długie czarne włosy opadały na ramiona oraz plecy, skryte na czubku głowy pod wełnianą czapką, zaś niżej układały się w piękny płaszcz chroniący chłopaka.
-Hej … - po jaką cholerę się odzywam, czasami powinienem przed wyjściem z domu wsadzić sobie knebel do ust lub zakleić plastrem!
-Stygnie – powiedział ciemnowłosy i zarzucił włosy do tyłu
-Co stygnie – kompletnie nie wiedziałem, o co uchodzi, popatrzyłem się na niego jak na dziecko autystyczne, ale takie bardzo ładne, trochę przypominające lalkę, które rusza się częściej niż powinna.
Nieznajomy podszedł do mnie i bez skrępowania uwiesił się na mojej szyi. Czułem jak wącha mnie a dokładniej wodę po goleniu, której używam, chyba mu się podobał, ponieważ zamruczał, gdy drugi raz wciągnął ją do nosa.
-Ciało – dodał po chwili i wtedy zrozumiałem, no tak, po co się idzie do kostnicy, żeby oglądać zwłoki. Nieznajomy był nie tylko śliczny, co trudno było dostrzec gdyż zakrywał się dużym kołnierzem od kurtki, oraz fascynujący. W niesamowity sposób przekręcił głowę na bok i figlarnie popatrzył się w moje metaliczne tęczówki, chyba nie tylko ja lubię ten kolor, ponieważ bez pardonu wyjął karteczkę ze swojej kieszeni i dał mi ją, do reki. Przez krótką chwilę łaskotał wierzch mojej dłoni, po czym puścił moją szyję, która tak mu się spodobała i odszedł. Czemu go nie dogoniłem, lub, choć spytałem o imię, nie wiem? Cameron wyglądał na śmiertelnie obrażonego, ale i tak po chwili mocno się do mnie przytulił i wyszeptał, aby uważał na tego gościa.
Czasami aniołek miał rację, czuł czy ktoś jest dobry lub zły do szpiku kości, ale tym razem nie miałem zamiaru słuchać. Jak zaczarowany czytałem kilka cyferek i starałem się wbić je sobie do głowy, gdybym przez przypadek zgubił ten świstek.
Dał mi swój numer…
*
Myśli o ciemnowłosym chłopaczku przerwał mi smród. Tak obrzydliwy, ze ledwo wytrzymywałem. Tuż obok mnie otworzyli drzwi a z nich wyjechała trumna. Tylko ja czułem ten odór, tak było zawsze, gdy moje zmysły wyczuwały przyszłego demona. Zarodek rozpoczynał swoje życie w ciele zmarłej osoby, aby za kilka dni się wykluć i iść dalej przez świat. Biedni ludzie, którymi pierwszymi się pożywi, ale nie mam prawa go ruszyć, góra nanosi niezłe kary za niszczenie zła w zarodku.
Cami powiada, że to dla zasady, każdy ma szanse na samym początku, aż nie popełni zbrodni. Gówno prawda, przez coś takiego tacy jak my mają więcej roboty i o jedno ciało do przodu, które własnymi rękami czyścimy z jadu i chowamy. Czuje się czasami jak grabarz.
Tak przy okazji, jaki normalny człowiek, spokojnie nie mówię o sobie, jest na tyle głupi, aby babrać się w trupach. Obrzydliwa robota, a są tacy, co je malują i ubierają, okropieństwo.
-Kiba! – z Sali obok machał do mnie Dawid, gliniarz należący do naszej małej „nekrofilskiej” organizacji. Bo jak inaczej nazwać bandę debili, która widzi to, co zazwyczaj jest ukryte. Ten, dosyć paskudny dar, można uzyskać na dwa sposoby, ktoś Ci go da jako spadek, lub zobaczysz coś tak okropnego, ze twój mózg zacznie działać na wyższych obrotach, od razu podkreślę, że nie stajemy się wtedy mądrzejsi.
Cameron gdy się pojawił przede mną, wyjaśnił mi to w prosty sposób.
Masz przerąbane. Anioł mówiący w taki sposób potrafi zdołować. Ale kontynuując.
Umysł człowieka podzielony jest na dwie części, pierwsza widzi sferę realną, zwaną normalną przez organizację, zaś druga umożliwia dostrzeganie, oraz wyczuwania świata metafizycznego, potocznie nazywanego duchowym.
Zabrzmi to jak na spotkaniu dla AA ale zacznijmy tak aby każdy zrozumiał.
Nazywam się Akiko Kiba, kilka lat temu ujrzałem coś, czego nie wolno było zobaczyć normalnemu człowiekowi, po tym zdarzeniu poznałem anioła, przedstawił się jako Cameron i mianował mnie kolejnym czyścicielem, należącym do organizacji zwanej Heven’s Gate.
Od tego czasu bawię się w tępienie demonów i innych dziwnych potworków, zaś sam popadam w lekką paranoje. Obecnie idę zidentyfikować zwłoki jedynej osoby, która nie pozwalała mi zwariować. Moja siostra Hana nie żyje i nikt nie potrafi powiedzieć, co ją zabiło. Podkreślę wyraźnie ostatnie słowo, ponieważ zdaniem lekarza, który sprawdzał ciało, była zdrowa jak ryba, ale ktoś pożyczył sobie ponad 50% jej krwi i zastąpił ją czymś, co do tkanki łącznej krążącej w naczyniach krwionośnych lub w jamie ciała, nie jest w najmniejszym stopniu podobne.


KIBA




T o p i c: lepiej nie mówić
D a t e: środa, 2 stycznia 2008
T i m e: 20:39:02
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 0



zawieszenie ciągle trwa
zapraszam na yaoi0imagination



T o p i c:
D a t e: wtorek, 4 grudnia 2007
T i m e: 22:11:23
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 2



... przepraszam!
ale pracuje nad opkiem, przysięgam!
pytajcie się SASI ona wam powie!



T o p i c: gomen x2
D a t e: poniedziałek, 12 listopada 2007
T i m e: 20:46:48
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 6



Zawieszenie dalej trwa, notka jedynie po to, aby mi bloga nie odebrali. Poczekajcie jeszcze troche, a coś napewno dam ^^ listy z zażaleniem wysyłać do LVI LO im Leona Kruczkowskiego w Warszawie - cholerna szkoła pełna nietolerancyjnych debili == ale to tak dodatkowo.



T o p i c: Wybaczcie
D a t e: sobota, 20 października 2007
T i m e: 22:14:16
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 9



Chwilowo musze zawiesić bloga. Mam dużo nauki i chcę napisać kilka roździałów do przodu. Gdy będe miała więcej czasu wolnego, napewno dodam notkę, chwilowo proszę o cierpliwość.
Inusia, która strasznie tęskni!
PS. Dziękuje wszystkim za komentarze, jesteście kochani^^ napewno o was nie zapomnę^^ Kto wie, jesli uwinę się z nauką to w środe dodam notkę^^ Wiwat teatr!! :*



T o p i c: O.O
D a t e: niedziela, 30 września 2007
T i m e: 18:46:54
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 10



Matko chcieli mi zabrć mojego bloga koszmar oO znaczy się to szytsko z mojej winy gomen



T o p i c: Szok
D a t e: sobota, 18 sierpnia 2007
T i m e: 02:26:37
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 33



Pewnie zdziwieni.
nie ma opka.
ale jest coś lepszego^^
Sasi zrobiła mi nowy szablonik.
Pokłon mistrzu *kłania się*
Piosenka w dziale music tez się zmieniła, tym razem OP2 Death Note w wykonaniu mojego ukochanego zespołu Maximum The Horomone, tyuł jakby ktoś nie wiedział "What's up, people!!"
Polecam całą płytkę tyh cudaków :D
Hmmm co tu jeszcze napisać, a tak ^^ już pamiętam

*Całuski dla Julietty ^o^ do poniedziałku
*Pokłon dla Kirhan, za to, że ciągle piszesz ^^
*Miziaczkowe tulańce dla mojej kochanej Sasi, bez Ciebie ten świat jest jedynie czarno biały
*Pozdrowienia dla malutkiej Me^^ mam nadzieję, że to z konwentem wypali
*No i najważniejsze! Serdeczne życzenia urodzinowe dla najlepszego przyjaciela na całym świecie True ^^
*Pokłon dla Axela za jego głupotę *kłania się misrrzowi głupoty*
*Gorące uściski dla mojej One-chan^^ Bądz zdrowa siostrzyczko
*Dwa kopy, po jednym na każdą dupe, dla Kairi i Temari, wracajcie już do domu wy cholery!
*kolejne życzenia! dla mojej kochanej Kuzynki Marty^^ wszystkiego najlepszego Marti ^^

to by było na tyle ...
jesli kogoś zapomniałam, to albo mu się należało lub naprawde zapomniałam
mam pamięć jak starego kapcia ^^"



T o p i c: Ostatni roździał
D a t e: czwartek, 2 sierpnia 2007
T i m e: 00:05:45
A u t h o r: {ksywa}
L o o k: czytaj
A d d: wpisz
C o m m e n t: 17



Inutka jedzie na tydzień, będzie się piec na słoneczku i wróci jako ciasto np murzynek :D
Zostawiam wam do przeczytania ostatni roździał Siedliska Aniołów.
Z góry odpowiadam na kilka pytań. Opowiadania tak naprawdę się nie kończy, to coś w rodzaju końca pierwszego Tomu danej seri ^^ więc cierpliwie czekajce na dalsze dzieje Subaru i Rochela ^^

XXXIII Koniec rodziny
Subaru wszedł do sypialni swej ukochanej babci. Wcześniej sprytnie wyślizgnął się z ciepłych ramion kochanka i powędrował przez kilka korytarzy do upragnionego pokoju.
Wiedział, że nadszedł czasy, aby wyjaśnić kilka spraw. Stara kobieta o tak silnych charakterze musiała wiedzieć wiele, tym bardziej, iż była jedyną powierniczką swej córki.
Tamashii Kanna – jego matka i dobra przyjaciółka – zmarła dwa lata temu, wycieńczona niszczącą ją chorobą. Subaru wycierpiał wiele po śmierci matki, lecz teraz dopiero miała się zacząć jego niedola.
Jedna osoba, jeden mężczyzna, miał zniszczyć wszystko przez jeden dzień, ba sekundę.
Ciemnowłosy nastolatek wszedł do pokoju bez pukania, wśliznął się niczym cień i uważnie nasłuchiwał czy ktoś go nie śledził.
Staruszka siedziała zgarbiona w fotelu, jej oczy zdradzały cierpienie, jakie gościło w jej sercu.
-Odejdziesz do niego? – Spytała drżącym głosem i zacisnęła dłoń na lasce, ponieważ znała odpowiedz od samego początku.
-Tak, chce chronić anioły, które kocham – Subaru nie patrzył swej babce w oczy, bał się? A może skrywał uciechę. Jego głos był pusty, bez uczucia, brzmiał jak echo dochodzące z innego świata – wiesz, że kocham Rochela bardzo mocno i pokochałem tak samo gorąco jego rodzinę oraz przyjaciół, w odejściu widzę jedyny ratunek dla nich
-Ponieważ Spike Ci tak powiedział – burknęła seniorka i odrzuciła laskę – ufasz demonowi, jednemu ze szlachty podziemia! Twoja matka zapieczętowała go własnymi rękoma, ale ty zamiast uszanować nasze tradycje uwolniłeś go i pokochałeś jak brata!
Stara kobieta złapała się za serce i mocno ścisnęła dłoń. Nie chciała patrzeć na odchodzącego wnuka, tak jak dawniej, gdy jej córka zbuntowała się przeciwko rodzinie i odeszła, po tym jak jej ukochany, ojciec Subaru, zniknął bez śladu.
-Szkoda, że mówisz mi to wszystko podczas ostatniego spotkania – wyszeptał ciemnowłosy i wyszedł tak samo bezszelestnie, co wszedł. Kroki chłopaka były powolne, lecz stanowcze. Twarz przybrała kamiennego wyrazu, nasyconego zimnem i obojętnością.
Przeszedł kilka korytarzy, przy drzwiach od sypialni Rochela dostrzegł dosyć wysoką sylwetkę, ubraną jedynie w bieliznę.
-Idź się z nim pożegnać, ja już pożegnałem Melahela, leży teraz zmęczony – na bladej twarzy demona pojawił się nikły uśmiech.
-Kochasz Melahela, tak jak ja Rochela, nasza sytuacja jest podobna przyjacielu – westchnął ciemnowłosy i wszedł do sypialni swojego kochanka.
Rochel oddychał spokojnie, jego klatka unosiła się powoli i miarowo. Subaru rozebrał się i wślizgnął pod kołdrę, ocierając nagim ciałem o plecy długowłosego. Tak jak się spodziewał, anioł przebudził się i zamrugał kilka razy oczami, aby przyzwyczaić je do ciemności.
-Subaru, co się stało? – Melodyjny głos był odrobinę zaspany, lecz ciągle bardzo pociągający – czemu zdjąłeś pidżamę.
Chłopak nic nie odpowiedział, jedynie mocniej przylgnął do kochanka i powoli ocierał się o tors ukochanego. Rochem jęknął, gdy dłoń ciemnowłosego naprowadziła jego palce na pulsujący członek Subaru.
Znowu jest strasznie napalony – pomyślał anioł, lecz w głowie ciągle huczały mu słowa Ariela i obietnica jaką dał. Ciemnowłosy odczuwał zimno bijące od kochanka, lecz nie przestawał, ciągle prowokował Archanioła, aż wreszcie wszedł pod kołdrę i palcami zaczął obmacywać wybrzuszenie na kroczu Rochela. Potarł je nosem, aby zaraz potem włożyć dłoń pod materiał od strony nogawki i brnąć ciągle w górę, ostatecznie zaciskając palce na czubku penisa kochanka.
-Subaru! – jęknął Archanioł i wygiął się w łuk gdy słodkie usteczka objęły sterczące prącie i powoli je pieściły wraz z miękkim językiem.
-Usiądź na mnie – wymruczał przez zaciśnięte usta Rochela. Ciemnowłosy młodzik szybciutko wykonał polecenie. Dłonie anioła pieściły pośladki chłopca, oraz wrażliwe miejsce między dwoma półkulami. Długowłosy nakierował członek na odbyt ukochanego i pomógł chłopcu usiąść tak, aby odczuł jak najmniej bólu.
Długi okrzyk rozkoszy wydobył się z cieniutkiego gardziołka i przerodził w pieśń pełną pojękiwań oraz westchnień.
-Rochel, proszę więcej! – Wykrzyczał ciemnowłosy i odchylił głowę do tyłu, poczym jego ruchy stały się jeszcze szybsze dzięki pomocy kochanka. Archanioł usiadł i objął dłońmi pośladki ukochanego, nabijał chłopca z coraz to większą siłą. Po drobnej brodzie spłynęła długa strużka śliny, którą fioletowowłosy zlizał z największym smakiem.
-Mocniej! – Chłopak ponownie czuł niedosyt ze stosunku, wbił paznokcie w marmurowe plecy anioła i przejechał po nich zostawiając długie, krwiste ślady.
Ciemnowłosy ukrył buzię w zagłębieniu szyi kochanka i wytrysną z całym impetem między ich nagie i spocone ciała. Rochem dokonał tego samego, pod wpływem ściekającej spermy po jego brzuchu oraz ciągłych pieszczot ze strony ukochanego.
Jego malutki i wrażliwy chłopczyk stał się dorosły i pragnął namiętnego i długiego stosunku, nie wiadomo czy bać się takiego skarbu, czy może cieszyć z niego.
-Kocham Cię, już na zawsze, tylko Ciebie – szeptał cichutko chłopiec i ciągle całował spocone czoło anioła – tylko Ciebie, mój jedyny, ukochany, cudowny …
Subaru opadł z braku sił i wtulił się w ciało Archanioła. Słowa miłości dudniły w umysłach ich obu, niczym ciągłe bicie dzwonów w kościele, podczas pogrzebu.
**##
Spike szedł przez ciemny korytarz. Tak dawno nie płakał, lecz teraz łzy same spływały po szorstkiej skórze na policzkach.
Zadrżał ze strachu czując pare zimnych dłoni na swoim brzuchu. Przejechał po nich dłonią i odetchnął z ulgą.
-Miałeś odpoczywać – wyszeptał w tej niezwykłej ciemności, jaka otaczała anioła i demona – ledwo dyszałeś, gdy wyszedłem.
-Tęskniłem – odpowiedział Melahel i ucałował kręgosłup kochanka – chcę jeszcze, proszę, bądź ze mną ciągle …
Serce w piersi demona zabiło szybciej i krwawiło z taką siłą, jakby wbito w nie sztylet i uparcie nim kręcono, aby zadać jak najwięcej bólu.
-Czemu to mówisz, kiedyś nie było mnie przy tobie, teraz chcesz się ode mnie uzależnić?
–Jesteś moim lekarstwem, tylko z tobą czuje się tak, jakby dawne lata znikneły i nastały tylko te dobre … boże najświętszy wybacz mi, ale ja tak strasznie kocham tego demona – kilka łez spłynęło po bladziutkich policzkach złotowłosego Trona, zadrżał, gdy chude i twarde ramiona opatuliły jego nagie ciało i przyciągnęły do siebie.
Demon zlizał słone perełki i ucałował najdoskonalsze usta niebios. Tak niezwykła istota kochała go całym sercem, lecz on teraz musi ją porzucić i odejść w czarne czuliście. Jeśli dane będzie mu, aby spotkać kiedyś tą szlachetną osobę, będzie błagać na kolanach o wybaczenie.
Gorliwe pocałunki Spikea, miały być odpowiedzią, którą anioł mógł odczytać na dwa sposoby. Zdrowy rozsądek wyłączył się, zaś serce mówiło, że demon będzie przy Tronie już zawsze. Och czemuż to umysł płata takie figle i to nasze własne serce tak nas zwodzi. Anioły, te piękne i ufne istoty, w tą jedną noc zostaną zranione już do końca życia. Rany zadane w tą gwieździstą porę, nigdy się nie zagoją i pozostaną ciągle świeże, cierpienie niczym soczysta krew, będzie się z nich sączyć każdego dnia.
**##
Wybiła trzecia nad ranem, gdy demon i ciemnowłosy potomek szamanów, ostatni z rodu Tamashii, Subaru, spotkali się pośrodku salonu, gdzie niegdyś chłopak poznał osoby, które tak bardzo kochał.
Świece same zapłonęły jasnym i drażniącym oczy światłem. Subaru z każdą chwilą zmieniał się coraz bardziej, jego ciało dorastało w niezwykłym tempie. Włosy sięgały już pasa, zaś wzrost zmienił się o jakieś dwadzieścia centymetrów. Bolała go głowa oraz wszystkie kończyny. Chroboczący dźwięk wydobywał się z jego gardła zamiast przyjemnego głosiku.
-Zdążyłeś w samą porę, teraz Rochem zapamięta cię jako słodkiego chłopca a nie … króla przeklętych – Spike poniekąd był dumny z wyglądu swego, jak się okazało kuzyna. Długie czarne pasma sięgały szczupłych bioder. Palce przyozdobione szponami błyszczały złowrogo, lecz miały w sobie coś pociągającego, tak samo jak pociągła i szczupła twarz o wydatnych kościach policzkowych. Jedynie oczy pozostały takie same, błękitne, pełne dziecięcej radości.
Subaru przejrzał się w lustrze, gdyby Rochem go teraz zobaczył, prawdopodobnie zaatakowałby swego kochanka bez zastanowienia. Wyglądał jak demon, choć tak naprawdę nim nie był. Stał się nową rasą, istotą, która budziła lęk wśród przeklętych oraz demonów drugiej rangi. Był osobą, wokoło której krążyły wszystkie myśli pana piekieł i jego wiernego doradcy, Iselora.
Drobny i piękny chłopiec odszedł, zaś narodził się przyszły sojusznik Lucyfera, pan wszystkich przeklętych.
-Zmienisz imię na jakieś, hmm mroczniejsze? – Spytał z lekką kpiną Spike
-Muszę je zmienić – odpowiedział chłodny i mocny głos, tak bardzo niepodobny do miłego dla ucha świergotu, jakim dysponował niegdyś Subaru - jakieś propozycje?
-Hmmm spytaj ojca, może da Ci nowe imię – odparł szybko demon i usiadł w fotelu seniorki – myślę, że Iselor z chęcią przyłoży się do ponownych narodzin swego jedynego dziecka.
Ciemnowłosy sięgnął po soczyście czerwony klejnot i przyłożył go do lustra, tafla zaświeciła lekko, poczym pojawiła się w niej twarz młodego mężczyzny o ostrych rysach i ciemnych niczym noc włosach.
-Witaj synu – odezwał się ochrypniętym głosem, od tytoniu, Iselor
-Imię, potrzebuje nowego imienia – Subaru przybrał tak samo obojętną minę co jego ojciec
-Anggaliel – rzucił były anioł, pierwsze imię, jakie przyszło mu do głowy i uśmiechnął się tajemniczo – nosił je mężczyzna, który próbował odebrać Szatanowi jego tron.
-Więc od teraz jestem Anggalielem – odpowiedział ciemnowłosy i oderwał kamień od lustra, kończąc tym samym rozmowę.
Pierwsze promienie zaczęły przebijać się przez ciemne kotary, gdy Spike i nowo nazwany władca znikneli pozostawiając po sobie jedynie znak, który miał być od teraz herbem nowego przywódcy przeklętych.
Na ziemi leżała róża, z jej wnętrza wyciekała krew.







Koniec





bookaboutlove

# info
Blog ten zawiera opowiadania o tematyce yaoi
( co to jest?).
Jeżeli nie tolerujesz tego typu zwiazków, nie wypowiadaj sie na ten temat i uszanuj maja pracę. Komentarze z wulgaryzmami będą natychmiast usuwane.
Dziękuję za uwagę.

# read
Zakochany Anioł
1 Decyzja
2 Uriel
3 Sekrety Uriela
4 Dlaczego "KOCHAM" ?
5 Dlaczego ON !
6Ziemia
7 Ceremonia
8 Złe dzrzewo
9 Silny Anioł i nauczycielka
10 Rumieńce
11 Wymarzone słowa
12 A kiedy mam wracać ?
13 Pocałunek
14 Powrót
15 KARA

Zakochany Anioł +
1 Strzała
2 Wieża
3 Bransoleta
4 Okno
5 Krzaki
6 Pies
7 Sekret
8 Wanna
9 Masło

Siedlisko Aniołów
* opis postaci
1 To dopiero początek ...
2 Piękny Duch
3 Sayonara
4 Kierowca
5 Wpadłem w ręce Anioła
6 Przemiana
7 Spotkanie po latach
8 Dwa specione węże
9 Koszmary
10 Anielska słodycz
11 Pomyłka
12 Oto oni
13 Projekt
14 Stop
15 Nora
16 Poszukiwacze skarbów
17 Przysięga
18 Niedostępna dusza
19 Bałagan i miłość
20 Zakazana Miłość
21 Czy to prawda ?
22 Tajemniczy kwiat
23 Skrzydło nieprzyjaciela
24 Znamie
25 Ten !
26 Każdy ma imię
27 Pamiętna noc
28 Marzenia
29 Nowa miłość
30 Dorastające Anioły
31 Cieszę się ...
32 Przeklęci
33 Koniec rodziny

DOG and ANGEL
1 Narodziny
2 Śmierć
3 Gniazdo Demona
4 Przekleństwo i Dar

# links
Strony M&A
anime51
Anime gallery
AnimePaper
NARUTO Bunshin
GENDOU
DayStar
KragaMuffin
THE OTAKU
Rumic World
ningen.tk
Fake Wings
AnimeManga
LAW
Uchiki

Angel Sanctuary
Angel info

Kenshin
Kenshin Himura site
The Oro.com
Polski Fanlisting Kenshina
Sword of Justice

Gravitation
Break Through
Strawberry Pocky
Don't ASK
Nanoda

Hellsing
Hellsing Organization
HellFreak
Hellsing Project

NightWalker
Flavor Red
Midnight Detective

Blogi znajomych
Zen
Anielica
Zeta
Mój onetowy blog

Inuyasha
Inuyasha Bible
Inuyasha Companion
Inuyasha Journey
InuImages
Inuyasha Moon

Slayers
Slayers Light and Shadow ...
Zelgadis Gallery
Slayers-Shadow World
Valgarv Gallery
Namagomi "Fair Wind"
Dragonslave
Slayers Victory!
Slayers Gallery
The Slayers
The Zelas Metallium Castle

Ranma 1/2
Ranma FanSite
Ranma RPG
Ranma site
My Ranma 1/2 House

Zdjęcia
Dwa misiaki ^^
Kubuś
mroczne pluszaki
Inu na kamyku w Saskim
Hide-chan
Moje cudeńka śpią
Timofiej
Bukiet
Rybcia ^^
Vega



# my love
kagusiadoreishuriJeykalove-inuinekgakuen-heavenpod-zielona-latarniachirireindeermoonlight-secretna-glebokiej-wodzielike-melove-stormyaoi-imaginationsilent-jealousylollipopsjuliettaplastic-kitty

# clubs


# archiwum
2005
grudzień (8)

2006
styczeń (4)
luty (2)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (3)
lipiec (3)
sierpien (2)
wrzesień (4)
październik (3)
listopad (5)
grudzień (6)

2007
styczeń (10)
luty (7)
marzec (5)
kwiecień (4)
maj (3)
czerwiec (1)
lipiec (2)
sierpien (2)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2008
styczeń (2)
luty (2)
maj (2)
czerwiec (1)
sierpien (1)
listopad (1)



Layout
for my best friend Inu!
Grafic and html made by Sasi
>> june 2008